DZIEŃ 13 – Jeszcze trochę o nurkowaniu i …kultura macho
– 19 IX 2010

 

Nurkowanie w Meskysku… Czy 13-ka wiąże się z pechem? Hmm… Wracamy do Gran Cenote w Sac Aktun, a po drodze Marco i Jorge uczą mnie nowych, bardzo ważnych, choć pozasłownikowych zwrotów, w miejscowej odmianie hiszpańskiego. Jorge to prawdziwy weteran – jego kanister na baterię przypomina amatorską radiostację z lat 50-tych szkoda, że wczoraj zdechła mu tuż po wpłynięciu do jaskini… To sympatyczny facet, więc na pewno zostaniemy kumplami, ale zanim do tego dojdzie musimy wyjaśnić sobie kilka spraw… Kiedy po drodze na nurkowanie w Cenotach, zatrzymujemy się pod centrum, w którym Jorge pracuje, okazuje się, że prócz problemów ze sprzętem, ma też problemy z dźwiganiem:

– Adriano, mój przyjacielu, mógłbyś pomóc mi podnieść twina i wrzucić go na pakę? – pyta tak, by nie dosłyszał go nikt spośród ludzi, stojących przed jego miejscem pracy.

– Jasne Jorge, mój przyjacielu! Oczywiście, że mogę ci pomóc! – odpalam na tyle głośno, by wszyscy w okolicy mogli mnie usłyszeć. Podrzucam twinset, uśmiechając się szyderczo i biegnąc z nim do auta, sprawnie wrzucam na pakę. Słyszę salwę śmiechu – „Yes!”.

Z pogodnym uśmiechem na twarzy wracam do mojego nowego kumpla. Wyraz rezygnacji na jego twarzy mówi mi, że jestem już blisko.

– Adriano, mój przyjacielu, czy mógłbyś pomóc mi z drugim twinem, ale tak żebym nie poczuł się źle? – pyta kiedy wracam, z kwaśną miną podając mi drugi twinset.

Kultura macho… i 2:1 dla mnie. Teraz możemy już być kumplami i następnym razem pomyśli zanim spróbuje się przystawiać do tej samej laski… 😉

Robimy ponownie pętlę Cuzan Nah przez Cenote Ho-Tul. Ja prowadzę. W jaskini jest dzisiaj kilka innych grup, więc trzeba uważać na cudze linki i znaczniki, tak jak i na wymijanie się grup pod wodą. Czuję się wspaniale prowadząc w jaskini, mam też te chwile na nasycanie się jej pięknem. Tym razem używamy skrótu, co oznacza dwie poręczówki więcej i przeciskanie się płytkim przewężeniem. Pomimo bezstresowego nurka, zbliżam się do limitu w miejscu, w którym dzień wcześniej musieliśmy zawrócić płynąc dłuższą drogą. Podejmuję decyzję o powrocie. Jorge aż za bardzo pomaga mi ze zwijaniem poręczówek, ale nie ma okazji wytknąć mi żadnego drobiazgu z rodzaju tych, które ja wytykałem mu poprzedniego dnia. 😉 W drodze powrotnej Marco zasypuje nas osadem podniesionym z dna, w trakcie przejścia przez przewężenie. Widoczność spada do zera dosłownie w okamgnieniu, ale poręczówka wyprowadza nas na zewnątrz.

– P&$%@#$^ twoją matkę… – Jorge mamrocze pod nosem, uśmiechając się do mnie na powierzchni. – Dobrze ci poszło. – przyznaje i tak już będzie przez lata, kiedy będziemy spotykać się w jaskiniach na Jukatanie.

– P&$%@#$^ twoją siostrę. – odpalam z uśmiechem, z zadowoleniem używając nowo poznanych słów, ale i mając nadzieję, że jest siostra choć ze 20 lat młodsza od brata – Zadziwiające, że w tym wieku jeszcze dajesz radę. 🙂

Tak dziękujemy sobie za wspólne nurkowanie. Moje zadowolenie nie potrwa jednak długo. Za drugim razem kiedy udajemy się na nurkowanie do Paso de Lagarto, tuż po s-drillu puszcza mi o-ring. Błyskawicznie zakręcam zawór, tracąc niecałe 5 bar, ale nie mam ze sobą zapasu. Życie to ustawiczna nauka, a moje nurkowanie właśnie dobiegło końca. Wyskakuję na powierzchnię, bluzgając wszystkimi, poznanymi w dniu dzisiejszym, ważnymi hiszpańskimi słowami, oraz kilkunastoma takimi, jakie znałem już do tej pory. Marco na szczęście później ratuje mnie z opresji, znajdując właściwy o-ring u siebie.

Po popołudniu, zirytowany wsiadam w auto i odpalam wrotki w stronę położonego za Cenote Angelita Muyil. Spacer po ukrytych w lesie zwrotnikowym, ruinach Chunyaxche uspokaja. Początki tego miejsca sięgają dobrze okresu preklasycznego. Natrafiono na nie przypadkiem, w trakcie budowy drogi z Cancun do Chetumal i oczywiście zniszczono sporą część stanowiska. Położone wśród malowniczych lagun, miasto Majów, miało za pomocą systemu kanałów, połączenie z Morzem Karaibskim, musiał więc tędy ciągnąć się szlak handlowy z terenów dzisiejszego Belize, Gwatemali i Hondurasu do Coba. To co zostało, w tym najwyższa na zachodnim wybrzeżu Jukatanu, smukła 17-to metrowa piramida, zbudowana w stylu odległego Peten w Gwatemali, daje wyobrażenie o tym jak wspaniała musiała być całość. Myślę, że selva skrywa jeszcze przed nami wiele takich miejsc, ale to i tak wielka strata, że droga 307 „nie mogła” tych ruin ominąć…

Ten wpis został opublikowany w kategorii Archaeology, Archeologia, Cenoty, Majowie, Maya, Meksyk, Nurkowanie, Nurkowanie Jaskiniowe i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *