DZIEŃ 4 – Wulkany Sierra Nevada i rajd przez Sierra Madre z Puebla do Oaxaca – 10 IX 2010

 

Budzę się w Amecemac, niewielkim miasteczku, w górach oddzielających równinę Meksyku od Płaskowyżu Puebla. Schludny i tani motel „jak z amerykańskiego filmu”. Prawie nie pamiętam jak tu dotarłem. Pamiętam noc i światła mrówczych domostw ciągnących się w obu kierunkach, hen daleko aż po horyzont, jakby miasto Meksyk nigdy nie miało mieć końca.

Za sześć dni zbliża się Święto Niepodległości Meksyku, cały kraj, od najmniejszych do największych miejscowości, wydaje się żyć już tym jednym, wielkim dniem. Domy, sklepy, samochody, ulice – wszystko jest udekorowane barwami narodowymi. Gdzieniegdzie spóźnialscy robią jeszcze ostatnie poprawki, a szkolna młodzież ćwiczy parady. Oznacza to niestety nieliche utrudnienia komunikacyjne. Położone na terenie Parku Narodowego „Popocatépetl-Iztaccihuatl” Tlamacas jest na szczęście niedaleko, udaję się zatem w drogę aby zjeść śniadanie na Przełęczy Corteza. To tędy Tlaxcalanie, przez stulecie opierający się agresywnemu azteckiemu imperium, zaprowadzili armię konkwistadorów na jedną z trzech azteckich stolic – Tenochtitlan. Zarówno po Tenochtitlan jak i Tlaxcali pozostały dziś tylko kamienie, zastosowany środek przerósł, więc chyba najśmielsze oczekiwania stosujących, a siodło położone pomiędzy dwoma wulkanami powinno nazywać się raczej „Przełęczą Tych, Którzy Nie Do Końca Przemyśleli Sprawę”.

Po drodze, zza horyzontu wyłaniają się wulkany. Groźny Popocatépetl (w nahuatl Dymiąca Góra) o wysokości 5465 m n.p.m. – druga co do wielkości góra w Meksyku i zdumiewający Iztaccihuatl (w nahuatl Biała Kobieta) o wysokości 5286 m n.p.m. Popocatépetl jest czynny, zwarty i gotowy. Ostatnie erupcje miały miejsce w roku 2000-ym i 2005-ym, stąd absolutny zakaz wspinania się na górę, choć jeszcze parę lat wcześniej można było spokojnie dojść do krawędzi kaldery. Iztaccihuatl zdumiewa kształtem – jego zmultiplikowany szczyt przypomina koronę, bądź też śpiącą panią – księżniczkę z azteckiej legendy. Na śniadanie quesadillas y guacamole, jedyne potrawy które wcinam tu bez opamiętania nawet, gdy nie są najlepiej przyrządzone. Tym razem, pośród otaczających gór, smakują prawie wzorcowo. Miejscowy Indianin wskazuje mi drogę do Choluli, w stanie Puebla – to stąd nadszedł Cortez, wcześniej kąpiąc miasto we krwi i burząc wszystkie świątynie. Droga nawet uczęszczana choć nie ma jej na mapie (pewnie dlatego, że pozbawiona jest utwardzonej nawierzchni), nadaje się bardziej na wojskowego Hammera niż mojego cywilnego Dodge’a. Ostrożnie zdobywam zatem kolejne metry, powoli wytracając wysokość. Po drodze podziwiam piękno miejscowej przyrody pośród śladów wzmożonej aktywności wulkanicznej. Po dłuższym czasie docieram do zakorkowanej świątecznie Choluli.

Miasto to rozłożyło się wokół jednej z największych piramid w Mezoameryce i na Ziemi, będącej kiedyś potężnym ośrodkiem kultu Quetzalcoatla. Podobno tędy odchodził z Tuli Topilzin Ce Acatl Quetzalcoatl w drodze na Jukatan, na pewno tu Hernan Cortez urządził krwawą rzeź, masakrując kilkanaście tysięcy Indian (niektóre źródła podają kilkadziesiąt tysięcy trupów, ale być może jest to wynikiem megalomanii zdobywców), niszcząc główną piramidę na szczycie, której dla uświęcenia jatki konkwistadorzy postawili kościół, oraz czterysta mniejszych świątyń, które znajdowały się wokół. W miejsce zniszczonych świątyń postawiono ponad 50 kościołów, które nadają dziś miastu specyficzny charakter, podobnie jak kościół straszący ze szczytu dawnej wielkiej piramidy, pokrytej dziś ziemią i trawą. Kościół na szczycie piramidy Quetzalcoatla to trzecia już wersja pieczęci pod wyrokiem dla miejscowej kultury. Poprzednią zniszczyło trzęsienie ziemi, a pierwsza po prostu runęła Hiszpanom na głowy. Aby przyciągnąć turystów, INAH odbudował kawałek piramidy, jednak nie wiem czy są plany aby ciągnąć tą inwestycję dalej. Sądząc po rozmiarach i kształcie wzniesienia skrywającego szczątki niegdysiejszej budowli, musiała być naprawdę imponująca. Nie wiadomo jaki lud ją zbudował, ale według obecnego stanu wiedzy początki tego miejsca sięgają co najmniej 2,5 tysiąca lat wstecz. Obecnie sprawia tak przygnębiające wrażenie, że czym prędzej ruszam w dalszą drogę w kierunku Puebli i Atlixco.

Przed Atlixco wpadam na Pan Americanę. Postanawiam dotrzeć dziś do Oaxaca. Długa droga wiedzie przez Sierra Madre, wspaniałe góry i wspaniały krajobraz. Właściwie powinienem cały wpis poświęcić na opisy piękna tych gór. Piękna zmieniającego się w czasie wraz z pogodą czy wysokością Słońca kładącego się nad horyzontem, unikalnych pejzaży kreowanych przez, zdawałoby się żyjące własnym życiem chmury, niezwykłych kształtów formacje skalne i egzotyczną roślinność. Niestety do opisów takich potrzebny jest talent, nie tylko własna strona w Sieci, pozostańmy więc przy skróconym opisie wydarzeń. Tutaj w pełni doceniam zalety automatycznej skrzyni biegów, która pozwala jedną ręką trzaskać fotki lub operować kamerą, drugą prowadzić auto po krętych, górskich serpentynach. Najlepiej oznakowana została granica stanów Oaxaca – Puebla, poza tym jadę głównie na nosa, ale dopóki nie zapadnie zmierzch nie jest to trudne. Prawdziwym utrapieniem są długie, powolne ciężarówki z naczepą, na długie kilometry blokujące drogę, oraz swobodnie wypasające się i korzystające z drogi krowy, koziołki, koniki i osiołki. W kilku miejscach udaje mi się zatrzymać i poświęcić więcej czasu dokumentacji krajobrazu. Podziwiam powszechnie porastające zbocza gigantyczne agawy, ogromne karnegie i cereusy – kaktusy, które osiągają rozmiary całkiem sporych drzew, pękate kolczaste kule ferokaktusów i wspaniałe drzewiaste opuncje. Chmury odstawiają dziś dobrze przygotowany spektakl, jest tęcza, są rozbłyski, są dynamicznie zmieniające się kształty. Wieczorem niestety zmienia się pogoda i pogarszają warunki na drodze. Po krętych serpentynach w ciemności i deszczu jeździ się znacznie trudniej, w efekcie więc do stolicy kolejnego stanu docieram dobrze już po 23-ciej.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Meksyk, Podroze, Travels i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *