DZIEŃ 19 – Ulewy w Veracruz, droga wzdłuż Zatoki BP (Banditish Petroleum) – 25 IX 2010

 

Wściekła ulewa dudni przez całą noc. Pamiętając położenie hotelu tuż nad jeziorem, do którego biegła droga w dół zastanawiam się czy warto zdejmować ubranie, ale mój kresowy stoicyzm zwycięża – zapłaciłem za łóżko po to by się wygodnie w nim wyspać przed dalszą podróżą, a nie żeby czekać aż jezioro wystąpi z brzegów i porwie mojego Dodge’a. Zrywam się skoro świt, pod hotelem czeka na mnie lśniący, umyty do czysta samochód. Nie wierzę aby ulewa mogła aż w ten sposób, więc czujnie rozglądam się wokół. Dostrzegam grupę uśmiechających się do mnie wyrostków. Bez trudu identyfikuję wspólne elementy ich stroju, wskazujące na przynależność do gangu, cóż… lepiej umyty niż ukradziony – podoba mi się taki „meksyk„, a chłopaki zarobili swoje.

Tuż za hotelem natykam się na stertę tarasujących przejazd kamieni i pryzm ziemi, które spłynęły tu wraz z ulewą w nocy. Jadąc ostrożnie dalej przez pełne stromizn miasto dostrzegam, że niektóre drogi, w ciągu tej jednej nocy przestały po prostu istnieć. Na trasie do St. Andres Tuxtla pełno jest zawałów i ekip próbujących naprawić szkody – zapowiada się długi dzień. Około południa docieram do Veracruz. Duże portowe miasto robi na mnie bardzo dobre wrażenie. Jest i polski akcent – ulica Jana Pawła II-go. Zatrzymuję się by odwiedzić słynne akwarium i kupić kilka pamiątek bliskim. Akwarium to właściwie duży kompleks edukacyjny – jest doskonale urządzone, a główny zbiornik ma kształt pierścienia żeby ryby nie czuły się jak na spacerniaku. Pływają tu potężne okazy ostroboków, tarponów, gigantyczne graniki, raja i ze dwa rekiny wąsate, jest też barakuda i oczywiście sporo mniejszej ryby. W akwarium „dla ostrzaków” stado żarłaczy brunatnych oraz rekin tygrysi, również w towarzystwie tuńczykowatych. Bardzo tęsknię za nurkowaniem na rafie…

Na kolejny postój staję na Costa Esmeralda. Znajduję niepozorny lokal tuż przy plaży, gdzie widząc palmy próbuję zamówić bukko. Właściciel sprawnie obrabia kokosa maczetą, serwując mi świeży sok. Do ruin El Tajin docieram tuż przed zamknięciem, ale na wizytę w tym stanowisku postanawiam przeznaczyć znacznie więcej czasu. Pokładam nadzieję, że będą tego warte. Znajduję miejsce w starym kolonialnym hotelu nieopodal i spędzam wieczór na werandzie, z książką „Zaginione miasto Z”, traktującą o bohaterskich wyczynach i owianym tajemnicą zniknięciu w południowoamerykańskiej puszczy pułkownika Percivala Fawcetta.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Meksyk, Podroze, Travels i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *