DZIEŃ 18 – „Historia stała się legendą, a legenda mitem…” – mgliste ślady po Olmekach w La Venta – 24 IX 2010

 

Villahermosa – stolica stanu Tabasco, serwuje gigantyczne korki na ulicach, zarówno o 9-tej w nocy jak i o 9-tej rano, jakoś jednak udaje mi się dotrzeć do Parco de la Venta, gdzie zwieziono część olmeckich artefaktów z ograbionej w tej sposób La Venta (największa część znalazła się oczywiście w Ciudad de Mexico – mieście, które zasysa swój kraj niczym imperialna stolica Coruscant z sagi Gwiezdne Wojny, całą swoją planetę). Widać, że urządzono go z sercem, ale park to wylęgarnia moskitów, uwięzione tu jaguary nie chcą oglądać turystów (o co trudno mieć przecież pretensje do tych najdumniejszych pośród drapieżników), a potężne olmeckie artefakty, bądź też ich repliki robią wrażenie zdeprecjonowanych i postawionych nie na swoim miejscu. Moskity zwykle dokuczają mi mniej niż ludziom dookoła. Zwykłem śmiać się, że to pewnie z powodu mojej wegetariańskiej diety, ale tutaj bynajmniej nie jest mi do śmiechu. Szybko opuszczam park i przebijając się przez koszmarne korki ruszam do prawdziwej olmeckiej La Venta.

Tu oglądam to samo mając świadomość, że to tylko kopie, ale kontekst wzgórza kryjącego dawną Wielką Piramidę i otaczającej go roślinności lasów zwrotnikowych pozwala spojrzeć na pozostałości po Olmekach z zupełnie innej perspektywy. Mój ulubiony olmecki mega artefakt to Karzeł. Dobrze mu się przyjrzyjcie. Na szczycie wzgórza – Wielkiej Piramidy znajduję śpiącego człowieka, bezdomnego bądź chroniącego się tu po spożyciu nadmiernych ilości alkoholu. Widok ten przypomina mi opowieści o przepływach energii w miejscach takich jak to, opowieści którymi karmił mnie wczoraj mistyk Maya Jorge. W zadumie rozglądam się po koronach drzew widocznych aż po horyzont ze szczytu piramidy. Wokół krąży masa czarnych sępów, jakby ostatnich strażników tego starożytnego, przedwiecznego miejsca, zapomnianego przez prawie wszystkich za wyjątkiem tego szukającego tu azylu człowieka.

Postanawiam zboczyć z dalszej drogi, by odwiedzić drugie ważne olmeckie siedlisko w San Lorenzo. Dziurawa droga wiedzie obok zakładu Pemexu, swym trapezoidalnym kształtem przypominającego olbrzymią piramidę, a następnie przez kilka miejscowości, których na mapie szukać by próżno. Po jakimś czasie widać, że drogą najwygodniej poruszać się koniom i rogatemu bydłu. W życiu nie zwykłem poddawać się łatwo, jednak kiedy po czterdziestu minutach jazdy koszmarną polną drogą, pośród pastwisk, mokradeł i naderwanych mostów oraz zakazanych meksykańskich, wiejskich osad, droga po prostu kończy się w rozlewisku wymiękam widząc, że mój samochód po prostu temu nie podoła. Słońce chyli się ku upadkowi – wściekły wracam przez kolejne czterdzieści minut do głównej drogi zastanawiając się czy nie zabładzę aby pośród pastwisk i rozgałęziających się między nimi dróg.

Wiem, że w Veracruz sporo pada ostatnio. Przepowiednie pogody straszą huraganem, powodziami i lawinami spływającego z gór błota. Wiem, że na mojej trasie może to oznaczać zerwane drogi itp., jednak mam zamiar trzymać się planu i dotrzeć do ruin El Tajin drogą nad Zatoką „British Petroleum”. Kiedy zapada zmrok, a droga wzbija się krętymi serpentynami w górę Sierra de los Tuxtlas, w kierunku wulkanu St. Martin, rzeczywiście zrywa się mocny deszcz i naprawdę muszę zwolnić. Dla bezpieczeństwa dołączam do kawalkady samochodów, bo w tych warunkach nie widzę za szybą nic oprócz świateł pick-upa jadącego przede mną. A przecież jadę przez góry…

W wersji optymistycznej miałem dotrzeć do Santiago Tuxtla – pierwszego miasta za St. Andres Tuxtlą, w pesymistycznej do Catemaco – ostatniego miasta przed. Po  naprawdę długich i ciężkich cierpieniach docieram wreszcie do Catemaco, miejscowości położonej w kotlinie nad jeziorem o tej samej nazwie. Mam dość, nieopatrznie wybieram więc pierwszy lepszy motel położony w kotlinie nad jeziorem. W powietrzu roi się od moskitów, te na szczęście są małe i jeszcze nie gryzą, ale tysiącami wciskają się wszędzie, nawet do motelowego pokoju. Ulewa nie ustaje, zamykając oczy zastanawiam się czy nie obudzi mnie woda. Pada coraz mocniej. Meksyk tonie…

Ten wpis został opublikowany w kategorii Archaeology, Archeologia, Meksyk, Olmec, Olmekowie i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *